Odezwę się około 18 grudnia jak już będzie po wszystkim :*

Znowu po wielu miesiąc znalazłam się w Singapurze, tym razem jako doktorantka.
Po kilku przygodach wreszcie siedzę spokojnie w moim nowym pokoju. Pierwszą noc spędziłam w mieszkaniu w którym było strasznie wilgotno, czego się nie dotknęłam czułam, że jest mokre. Ściany były odrapane i wszędzie było pełno brudu i kurzu. Oprócz tego właścicielka już po podpisaniu umowy powiedziała, że mam wracać do domu najpóźniej o 24 i nie mogę pić alkoholu. Po chwili zgodziła się na piwo, ale jak na jej pytanie czy piję wino odpowiedziałam, że tak była tak zdziwiona i zniesmaczona, że myślałam że mnie wyrzuci. Nowy pokój jest bardzo czysty tak jak reszta mieszkania, bo jest świeżo po remoncie. Pokój jest bardzo duży, ale prawie pusty: jedna szafa, materac dwuosobowy i klimatyzacja. Właściciel ma dokupić dzisiaj biurko. Ta krata, którą widzicie na zdjęciu to okno :).
Cała ta przygoda z szukaniem mieszkania bardzo dużo mnie kosztowała. Za przespanie jednej nocy w okropnym mieszkaniu musiałam zapłacić 100 zł ( i tak dobrze, że nie musiałam oddać całej kaucji), nowe kosztuje mnie 1100 zł a dziś muszę zapłacić dwa razy tyle bo jeszcze kaucja i do tego mieszkanie znalazłam przez agenta, a jemu należy się tyle co połowa czynszu. Ale i tak nie jest źle bo właściciel po namowie opuścił cenę, reszta ludzi mieszkających w tym mieszkaniu płaci 1400 zł miesięcznie. Właściciel poprosił mnie nawet żebym nie mówiłam innym mieszkańcom ile płacę.
Dobrze, że mam tutaj przyjaciół bo nie dałabym sobie z tym wszystkim rady.
A jutro czekają mnie kolejne opłaty i badania lekarskie. Będą mnie badać między innymi na obecność wirusa HIV.
Wybaczcie, że tak narzekam ale naprawdę ciężko załatwić takie rzeczy w kraju gdzie jest zupełnie inna kultura i nie każdy mówi po angielsku. Jak tylko uporam się ze wszystkimi formalnościami zacznę zwiedzać i wtedy będą może trochę szczęśliwsze posty.
W trakcie pisania tego postu przyjechał właściciel z nowym biurkiem z Ikei :). I przez ponad godzinę świetnie bawiliśmy się z nim i jego żoną w składanie go. To są jedni z normalniejszych ludzi jakich tu spotkałam (właściciel popijał piwo składając biurko :)).
No biorę się za rozpakowywanie :*