niedziela, 30 listopada 2014

Wreszcie poprawiła się pogoda wiec leże sobie na plaży i czytam książkę. Parę osób się nawet kąpie. Miałam zjeść dzisiaj pierś kurczaka na obiad ale oddałam pieskom, ciężko jest patrzeć jak są takie wychudzone. A w pracy jakoś doświadczenie poszlo , oczywiście nie uzyskałam konkretnych wyników ale to będzie trochę trwało. Próbki polamalam z dwa razy, ale przynajmniej nauczylam się je robić coraz szybciej. Mam nadzieje ze nie będzie problemu że zużywam za dużo materiałów :p A poniżej zdjęcia pieskòw które mieszkają przy elektrowni, a na koniec moja ukochana chudzinka.





piątek, 28 listopada 2014

Witajcie!

Jakiś czas nie pisałam, bo chwilowo nie mam internetu w domu a poza tym dużo pracuje. No i Piotrek dostał staż w Niemczech więc pojechał już do Polski. Od poniedziałku zaczyna i będzie tam trzy miesiące. Ja w pracy robię coraz trudniejsze rzeczy i jestem naprawdę dumna, że mi się to udaje. Pracowanie nad rzeczami których nie widać gołym okiem jest naprawdę ciężkie i chyba bez lat szycia, wyszywania i robienia koralików nie miałam bym tak sprawnych rąk. Ponieważ przygotowałam wszystkie próbki dzisiaj będę przeprowadzać eksperyment, jak coś pęknie to dwa dni pracy zmarnowane także trzymajcie kciuki.

:*

sobota, 22 listopada 2014

Muzeum Archeologiczne

Jakiś czas temu odwiedziliśmy muzeum archeologiczne i bardzo gorąco je polecamy. Jest bardzo ładnie zrobione i niesamowite jest, że zachowało się tyle przedmiotów z okresu 2000 p.n.e. Mi chyba najbardziej podobała się biżuteria, ale super były też figurki w kształcie ludzi zwierząt. 

















Bardzo ciekawy jest Dysk z Fajtos, z ciągiem napisów których nie rozszyfrowano do tej pory.

wtorek, 18 listopada 2014

Popołudniowy spacer

Ponieważ mieszkamy tak blisko plaży korzystamy z niej ile możemy. W ciągu dnia Piotrek biega i pływa a wieczorami chodzimy na spacery. Niestety słońce nie zachodzi nad wodą, ale niebo i tak jest piękne i różowe. 
 




Po drodze na plażę zawsze mijamy pieski, które kiedyś pokazywaliśmy. Smutne jest, że pieski wyglądają na bardzo wychudzone, więc zaczęliśmy je trochę dokarmiać. Nauczyły się wychodzić i dzisiaj matka upolowała im kurę, więc jakoś sobie radzą. Mnie oczywiście korci żeby przygarnąć najmniejszego, ale wiem że nie miałabym jak się nim zająć :( 



sobota, 15 listopada 2014

mikro Wyprawa

Dzisiaj wreszcie udała nam się wyprawa w góry. Zrobiliśmy prawie 14 km, najpierw napotkaliśmy gospodarstwo z owcami, gdzie pełno było małych owieczek które ledwo chodziły i domagały się mleka od mamy. Następnie wkroczyliśmy na właściwą ścieżkę, wyschnięte koryto rzeki pomiędzy dwoma górami. Po drodze stał mały kościółek i kapliczka a potem brama, ale tym razem otworzyliśmy i poszliśmy dalej. Początkowo był to dosyć szeroki kanion, ale cały czas się zawężał, w niektórych momentach musieliśmy się wspinać na skały. Wysoko na skałach spotykaliśmy kozy, którym dzwoniły dzwoneczki na szyi. Kilka razy padało, ale tylko kilka minut a potem wychodziło słońce. W końcu przebiliśmy się do trasy prowadzącej pod górę, co nie było łatwe, bo znowu napotkaliśmy płoty. Ale widoki na trasie były niesamowite i pięknie pachniało bo wszędzie rosły zioła tak, my oczywiście nie umiemy rozpoznać może wam się uda. Trasa prowadziła krętymi dróżkami, aż obeszliśmy górę dookoła i z dużej wysokości mogliśmy oglądać morze i nabrzeża kilku miast. Tam zrobiliśmy sobie, krótki piknik i ruszyliśmy dalej. Tutaj znajdowały się stada owiec i jedna z nich ugrzęzła w ogrodzeniu. Przełożyła głowę i nie mogła jej wyciągnąć, próbowałam ją przytrzymać ale strasznie się rzucała a druty mocno zacisnęły się jej na karku. Na szczęście zobaczyliśmy z daleka jakiegoś Pana i zaczęliśmy go wołać. On podszedł od drugiej strony ogrodzenia i w tym momencie owca zaczęła się przeciskać w dobrym kierunku i bez szwanku wyjęła głowę. Okazało się, że Pan mówi po angielsku i jest właścicielem tego terenu i 600 owiec. Otworzył nam bramę i podprowadził w stronę głównej drogi. Okazało się że wszystkie te tereny są prywatne, łącznie z kanionem, ale powiedział że możemy chodzić tylko jak otwieramy jakieś bramki to musimy dokładnie zamykać. Oczywiście zażartował, że mam pracę dla facetów, ale był bardzo miły i na koniec powiedział: do zobaczenia następnym razem. Więc chyba nie miał nam za złe, że chodzimy po jego terenie. A wysoko w górach latały ogromne ptaki drapieżne, prawdopodobnie sępy (http://www.treknature.com/gallery/Middle_East/Israel/photo270535.htm). 
Piękna wyprawa :)